Zaktualizowałeś swoje komputery?
To teraz jeszcze sprawdź, czy są włączone wszystkie opcje zabezpieczeń. Jakiś czas temu, dość dużo można było usłyszeć o włamaniu do sieci RSA i kradzieży danych na temat funkcjonowania systemu autoryzacyjnego SecureID.
O tym właśnie pisze networld.pl powołując się na Rodrigo Branco, ekspert ds. bezpieczeństwa z Qualys, która przeanalizowała atak na firmę. Jednym z jego wniosków było:
Myślę, że włamywacze w ciemno założyli, że w systemie informatycznym RSA wciąż muszą pracować jakieś komputery z Windows XP. Zresztą, takie informacje nietrudno zdobyć – choćby poprzez analizę danych z przeglądarek
Właśnie komputery z Windows XP SP3 były celem ataku hackerów – autorzy artykułu podkreślają, że żadna z zaatakowanych maszyn nie miała włączonego systemu Data Execution Prevention. Do tego skorzystano z niezałatanego błędu w Adobe Flash Player, ale z włączonym systemem DEP byłoby to po prostu nie możliwe.
Ten system jest dostępny w Windows od wersji XP SP2, ale jako nieaktywna opcja, co za tym idzie głównym błędem było to, że nie został włączony. Co za tym idzie, nawet w firmach zajmujących się bezpieczeństwem IT możliwe są wpadki w tym zakresie.
Dla administratorów sieci jest bardzo ważne, szczególnie po kątem wykorzystywanego oprogramowania do zdalnej instalacji – niektóre programy pozwalają na włączenie takich opcji. Szczególnie, że czasem może to uratować firmę przed blamażem.
Po co kradnie się dane? Dla okupu!
Serio - technologie.gazeta.pl opisuje przypadek, gdzie haker włamał się na serwer firmy telekomunikacyjnej, żeby wykraść wrażliwe dane. Dysponował zaawansowanym sprzętem i dokładnie wiedział, co chce osiągnąć.
W zamian za zwrot danych przestępcy zażądali od poszkodowanej spółki pieniędzy w kwocie około 100 tys. zł. Okup miał być przekazany w Krakowie, pod Wawelem. Miał go odebrać 19-letni wspólnik hakera
przekazał PAP nadkomisarz Janusz Jończyk w imieniu śląskiej policji. Współpracując z departamentem bezpieczeństwa, śledczy byli w stanie powstrzymać przestępców.
Szczerze mówiąc, pierwszy raz spotkałem się z taką sytuacją, gdzie zamiast sprzedać dane dalej, przestępca zażądał ich zwrotu. Ciekaw jestem, o ile za mało wycenił to co wykradł – podobno znajdowały się tam nawet informacje o klientach.
PICNIC – czyli przed idiotyzmem nic nas nie obroni
Słyszeliście kiedyś ten akronim – „problem in chair, not in computer”?
Chodzi po prostu o to, że nie ważne jak dobrze zabezpieczymy swoje pliki, nie ważne ile wydamy na zakup rozwiązań bezpieczeństwa, zawsze znajdzie się jeden użytkownik, który sprawi, że nasze dane mogą trafić w niepowołane ręce.
bloomberg.com opisuje pewną kampanię, stworzoną przez instytucję rządową – departament bezpieczeństwa wewnętrznego. Mechanizm był bardzo prosty – personel „rozrzucił” twarde dyski, płyty CD, pamięci flash na parkingach instytucji rządowych i prywatnych firm, dostarczających im rozwiązania. Jaki był tego cel? Przede wszystkim sprawdzenie czy hakerzy mogą tym kanałem dotrzeć do poufnych informacji.
Wynik przerósł najśmielsze oczekiwania. Właściwie to udowodnił jak bardzo bezmyślni mogą być pracownicy – do komputerów podłączone zostało 60% procent urządzeń pozostawionych na parkingach. Jeśli chodzi o te urządzenia, które miały oficjalne logo, było to 90% urządzeń. Pełen raport badania ujrzy światło dzienne w drugiej połowie roku, ale już teraz wyniki skłaniają do myślenia.
„Wkładając” nie autoryzowane urządzenie, użytkownik naraża całą siec na niebezpieczeństwo utraty, bądź zniszczenia danych. Mała i prosta rzecz, a tak wiele osób o tym zapomina.
Dlatego właśnie największe zagrożenie dla bezpieczeństwa siedzi przed komputerem na krześle.
Co z tym można zrobić? Jest sporo sposobów. Jeżeli chodzi o urządzenia przenośne – to przede wszystkim ich kontrola. W prosty sposób można zablokować wszystkie porty USB w firmowych komputerach. Bardziej sprytny administrator będzie wiedział, że to doprowadzi do małego chaosu w firmie – dlatego dobrym rozwiązaniem jest odpowiednie rozwiązanie do kontroli, np. Endpoint Protector, produkowany przez CoSoSys. Wprowadza nam 2 różnice – nie blokujemy a autoryzujemy odpowiednie urządzenia, odpowiednim użytkownikom i z drugiej strony monitorujemy to co się dzieje, łącznie z przenoszonymi plikami, żeby wiedzieć, kiedy reagować.
Tym razem czas na Sony Online Entertainment
Ktoś z Was używa platformy SoE? Ja mam te przyjemność. Dziś, z racji wolnego chciałem odprężyć się przy DC Universe Online. Szkoda tylko, że sama platforma SoE nie działa. Za to zobaczyłem ten LINK. Tak, to nawet nie jest nowe włamanie. Podczas śledztwa związanego z poprzednim incydentem w PSN, firma odkryła, że również zostały wykradzione dane z tej platformy.
Także około 24 miliony użytkowników padło ofiarą wycieku danych. Wypłynęły ich imiona, nazwiska, daty urodzenia, adresy, adresy e-mail, numery telefonów, informacje o płci, nazwy kont oraz hasła do nich. Ponadto, w przypadku osób z poza Stanów Zjednoczonych, wyciekły informacje o poleceniach zapłaty 10700 użytkowników (z Niemiec, Holandii Hiszpanii i Austrii) i informacje o kartach kredytowych i debetowych (bez kodów bezpieczeństwa, za to z numerem i datą ważności) 12700 osób. Dobrą wiadomością jest to, ze są to dane sprzed 4 lat.
Jak na razie usługa SoE nie działa bezterminowo, do tego Sony chce zaangażować zewnętrzną firmę w śledztwo wewnątrz swoich struktur i ulepszyć obecne zabezpieczenia. Użytkownicy otrzymają bezpłatny, miesięczny abonament w usłudze i rekompensatę za każdy dzień, kiedy ona nie funkcjonuje.

