Kup trochę CV
Rozbudowujesz bazę klientów? Poszukujesz danych kilku tysięcy osób? Super, poszukaj w sieci ofert sprzedaży bazy CV z serwisu terazpraca.pl. Naprawdę, to nic, że Główny Inspektor Danych Osobowych straszy, zę i sprzedający i kupujący sa narażeni na przykre konsekwencje, włącznie z grzywną, karą ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do dwóch lat.
Z informacji, które dotarły do biura GIODO, od osób, które skarżą się na wyciek, wynika, że poszkodowanych może być kilkanaście tysięcy.
Takie stanowisko przekazała Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzecznika prasowa GIODO. Powiedziała też, że na razie nie można mówić o przyczynie wycieku, ale jeżeli się okaże, że portal niewłaściwie zabezpieczył swoje bazy danych, zostaną zawiadomione odpowiednie służby. Każda z ofiar może też samodzielnie zgłosić się na policję lub do prokuratury.
Teraz pytanie – co to znaczy dla ofiar? Całkiem sporo. Zastanówcie się co umieszczacie w CV. W moim są szczegółowe dane kontaktowe (w tym adres), dane o wykształceniu i pracy, a nawet o tym, że interesuję się kuchnią fusion i MTB. Na tej podstawie, „znalazca” mojego CV, lepiej dostosuje spam, który mi wysyła, będzie mógł ukraść moja tożsamość (np. podszywając się pode mnie w serwisie allegro.pl) albo po prostu uprzykrzy mi życie w internecie.
Dlatego ten wyciek wygląda dość groźnie dla użytkowników serwisu i otwiera dyskusję pt. „Na co mam zwracać uwagę, jak rejestruję się do jakiegoś serwisu, w którym będę przechowywał moje osobiste dane”
Co się dzieje z informacjami na nośnikach
Nie ważne, czy wydrukowane, zapisane na komputerze, pendrive’ie, i tak Twoje dane nie są bezpieczne. Wszystkie dane, które mają firmy, z którymi pracujesz, lekarze, fundacje… w końcu wyciekną. Jeżeli masz szczęście, trafią do osób, które nie wykorzystają ich, żeby dokonać przestępstwa. A jak będziesz miała pecha, pewnego dnia Twoje konto bankowe będzie puste, zostanie popełnione oszustwo przy użyciu Twojej tożsamości a przed Tobą będzie duuużo do wyprostowania i spore straty finansowe.
Tylko ostatnio mielismy skradziony komputer, który zawierał imiona, nazwiska, adresy i stan zdrowia 700 dzieci. Potem okazało się, że kopie zapasowe klientów banku krwi zostały skradzione z samochodu, co doprowadziło do wypłynięcia prawie 300 000 wpisów. Do tego w innym przypadku, w skradzionej teczce z dokumentami znalazła sie lista 113 pacjentów i ic numerów ubezpieczeń. Oczywiście teczka była w samochodzie.
Nie wszystkie dane się kradnie. Część z nich po prostu zostaje zgubiona. Możesz poczytać o zaginionej pamięci flash, na której było 2777 nazwisk. numerów ubezpieczeń i wyników badań, lub o innej zaginionej pamięci flash, na której dane 59 pacjentów, włącznie z diagnozą i numerami dokumentów części z nich.
Najgorsze jest to, że utrata danych kosztuje – nie tylko klientów, ale i firmy. Najpierw to pracownik odpowiada za zaginione dane. Potem pojawiają się kary, pozwy do sądu i najgorsze możliwe rozwiązanie: utrata zawiedzionych klientów.
Także wygląda na to, że utrata jednego nośnika to całkiem sporo kłopotów. Pytanie, czy nie lepiej zabezpieczyć się zawczasu i znaleźć oprogramowanie, który pomoże skontrolować, co jest wynoszone z firmy na przeróżnych nośnikach.
I coraz mniej oszustw w USA…
W zesłym roku, kradzeiże tożsamości i oszustwa z tym związane spadły o 28%, a całkowita liczba ofiar to 8,1 miliona - czyli o 2,9 miliona osób mniej niż w 2009 roku. Z kolei skradzione sumy to 37 miliardów dolarów, czyli 16 miliardów mniej niż w 2009. Tak przynajmniej podaje corocznyc raport Javelin Strategy & Research. No i największe wrażenie robi fakt, iż to najniższe liczby w tym zakresie od 8 lat.
Średnia strata w przeliczeniu na ofiarę spadała z 5000 dolarów do 4600 w 2010. Co spowodowało te spadki? Wiemy, że na takie ataki zostało wystawione 26 milionów osób w 404 przypadkach kradzieży danych. W porównaniu z 221 milionów w 604 wypadkach w 2009 roku.
Coraz częściej klienci są świadomi ryzyka kradzieży tożsamości. Dlatego coraz częściej pojawiają się dodatkowe obostrzenia, wymuszenie identyfikacji użytkownika, a także monitorowanie operacji na kontach. To wszystko miało wpływ właśnie na wspomniany spadek. Poza tym wzrost zabezpieczeń w przedsiębiorstwach i sukcesu służb bezpieczeństwa, razem z poprawą warunków ekonomicznych nie pozostały bez wpływu.
Zadzwoń, sprawdź, czy ktoś ukradnie Twoją tożsamość.
Tak, znwou ukradziono komputer. Właściwie komputery. Tym razem z Montefiore Medical Center. Komputery przechowywały poufne dane studentów i pacjentów, przechowywane przez wydział finansów i administrację School Health Program. Serio, czy chodiz tu o sprzęt, czy dane na tych stacjach roboczych?
Najpierw, w końcu maja, 2 desktopy zostął poprostu wyniesione z biur wydziału finansów, a sama kradzież została odkryta kilka dni później. Oczywiście, na dyskach twardych znajdowały się dane pacjentów – przedewszystkim ich imiona i numery fizycznych kart pacjenta. U niektórych pacjentów również były to numery ubezpieczenia społecznego, daty urodzenia, daty przyjęcia do szpital, a także dane ubezpieczycieli.
Potem, w okolicach 10 czerwca, kolejne 3 komputery zostały skradzione. Tym razem wykryto ten incydent na następny dzień. I co? Te komputery zaginęły z biur administracji Montefiore’s School Health Program – progrmau zdrowia dla uczniów szkół. DatalossDB szacuje, że znalazło się tam 23 000 zestawy danych (nazwisko, data urodzenia, numer karty pacjenta i dane kontaktowe opiekunów. 23 000 niepełnoletnich osób padło ofiarą kradzieży komputerów.
Wszystkie ukradzione komputery były chronione hasłami, ale Montefiore nie wspomina o jakiejkolwiek innej ochronie. Na dzień dzisiejszy, ściśle współpracują z policją w śledztwie. I ani policja, anie przedstawiciele centrum nie wierzą, że złodziejom chodziło o dane na komputerach. Ciekawe co z tymi, którzy odkupią od nich rzeczone komputery. Pacjenci, ich opiekunowie, studenci mogą skontaktować się z Montefiore pod specjalnym numerem telefonu, żeby dowiedzieć się, czy padli ofiarami tego incydentu.
Pomieszaj, dopasuj, wyślij.
Wygląda na to, że tym teraz zajmuje się HM Revenue & Customs (odpowiednik Urzędy Skarbowego w Wielkiej Brytanii). Po nadaniu ulg podatkowych ponad 50 000 osobom, które wnioskowały o nie wnioskowali, informacje na ten temat przesłali pocztą. Komu? Wniskodawcom. Każdy z nich otrzymał całkiem sporo prywatnych informacji i powiadomienie o nadaniu ulgi, tyle, że żadna osoba nie dostała kompletu swoich dokumentów, tylko cudzych. Wysokośc rocznych zarobków, fragment numeru konta, numer ubezpeczenia i nazwiska zostały losowo przekazane wnioskodawcom. HMRC zaświadcza, że zamierza przeprosić ofiary i zapewnia, że nie wynikną z tej kwestii żadne kradzieże informacji.
Błąd, który naraził tylu ludzi na niebieczeństwo, zdarzył się gdzieś w trakcie procesu drukowania tych informacji. Oczywiście śledztwo trwa, a w międzyczasie przedstawiciele firmy zamierzaja przepraszać poszkodowanych i dostarczyć nowe informacje o przyznanych ulgach.
Ja mam nadzieję, że wszystko co się dzieje, niech tylko HMRC pozna przyczyny i poinformuje o wszystkim klientów.
Kolejni Specjaliści opuszczają Obamę
No i co z tego, że Biały Dom ma ma nowy, wspaniały plan bezpieczeństwa w sieci, skoro większość osób odpowiedzialnych za jego wprowadzenie i ugruntowanie zrezygnowało z pracy w administracji Barracka Obamy w ciągu ostatnich kilu miesięcy.
Najpierw, w marcu, Rod Beckstrom zrezygnował z funkcji dyrektora National Cybersecurity Center, wydziału w Departamencie Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Rzeczone centrum zajmuje się koordynowaniem ochrony sieci komputerów cywilnych, wojskowych i wywiadu. Dlaczego Beckstrom zrezygnował? Otóż, w liście, który przekazał, pisze, że zbyt mały budżet którym dysponował i nieudolna kontrola ze strony National Security Agency nie pozwalały mu na rzetelne wykonywanie pracy.
Kolejną osobą, która ogłosiła swoją rezygnację była Melissa E. Hathway. Melissa była głównym dyrektorem ds. bezpieczeństwa w sieci w administracji Obamy. Miesiące opóźnienia w powłaniu osoby odpowiedzialnej za nadzorowanie bezpieczeństwa sieci krytycznych dla Stanów Zjednoczonych. The Register wskazuje, że Hathway była jednym z najlepszych kandydatów na „cara bezpieczeństwa sieci”, osoby która miałaby możliwość zabezpieczać sieci i infrastrukturę, które pracuja dla banków, szpitali i giełdy w USA.
Jako trzecia, całkiem nie dawno zrezygnowała Mischel Kwon. Szefowa wydziału wewnątrz Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który zajmował się zarządzaniem kryzysowym w wyjątkowych sytuacjach zagrożenia sieci. Plotka rozpowszechniona przez Washington Post mówi, że Kwon była sfrustrowana biurokratyzacją i brakiem faktycznej władzy, co powstrzymywało ją przed spełnianiem swojej pracy. Właściwie, to nie jest pozycja, którą zajmuje się długo. W ciągu ostatnich 5 lat dyrektorzy zmeiniali się 4 razy.
Mam nadzieję, że mimo tych przeszkód, plan bezpieczeństwa w sieci zostanie wprowadzony bez kolejnych rezygnacji, opóźnień etc.. Trzymam kciuki!
Twoje Dokumenty w Social Media
Facebook, LinkedIn, Twitter, codziennie odwiedzane przez pracowników prawie każdej firmy. Dzielimy się informacjami – nawet czasem w zbyt dużych ilościach – z każdą osobą obecną w sieci. Nie chodzi o to, żebyśmy rezygnowali z korzysci jakie daje networking online, ale musimy być świadomi, które na nas tam czychają. Jak we wszystkich dziedzinach powiązanych z ochroną danych – niezbezpieczeństwo jest albo wewnątrz, albo na zewnatrz organizacji. Zarówno złośliwe oprogramowanie, które obrało na cel social media jak i Twoi właśni pracownicy, pozbawieni odpowiedniego przeszkolenia, bądź umyślnie umieszczają poufne informacje w sieci.
To jak tego uniknąć? Na pewno nie można tego zignorować. Na pewno nie zatrzaśniesz tych drzwi, skoro social media mają taki wpływ na Twoją firmę. Ograniczenia czasu użytkowania też raczej nie pomogą. W końcu, żeby opublikować jeden post, potrzebne jest kilkanaście sekund, a może trafić on do każdego.
Czytając pewien artykuł na temat social media w pracy, natrafiłem na wnioski z pewnego badania (badanie Sophos), które pokazało, że 62.8% firm nie było zadowolone z tego, że ich pracownicy dzielą się zbyt wieloma informacjami na Facebooku, a 66% jednoznacznie stwierdziło, że pracownicy używający social networks narażaja bezpieczeństwo firmy.
Prawda. I co z tym zrobisz? Masz 3 sposoby. Najpierw ogranicz dostęp pracownikom do poufnych dokumentów (np. poprzez system białej listy). To tylko jest chwilowe rozwiązanie. Potem przeszkol ich. Powiedz co jest dobrym zachowaniem, a co naraża dobro firmy. Na koniec – obserwuj ich ruchy. Jakie pliki, na czym i gdzie przenoszą. Albo módl się o cud.
Kradzież tożsamości – ogromna dynamika
Najświeższe dane opublikowane przez PandaLabs alarmują, iż w ciągu ostatniego roku komputery ponad 10 milionów użytkowników internetu na całym świecie zostały zainfekowane przez niebezpieczne aplikacje służące do kradzieży danych.
Wyniki badań przeprowadzonych przez PandaLabs wskazują, iż 1,07% przebadanych komputerów było zainfekowanych złośliwym kodem służącym do kradzieży tożsamości. Co ciekawe, program antywirusowy nie zawsze stanowi wystarczające zabezpieczenie, ponieważ 35% zainfekowanych komputerów posiadało aktywną ochronę antywirusową. Niestety prognozy nie są optymistyczne – specjaliści przewidują, iż tempo infekcji będzie wzrastać o kolejne 336% każdego miesiąca w ciągu bieżącego roku.
Zastanawialiście się kiedyś czy sami jesteście narażeni na tego typu ryzyko? Czy może już staliście się ofiarą cyberprzestępców? Jeśli jesteście aktywnymi użytkownikami bankowości online, portali społecznościowych oraz chętnie robicie zakupy przez internet, niestety znajdujecie się w grupie podwyższonego ryzyka.
Konsekwencje związane z utratą tożsamości to głównie straty finansowe, które w przypadku wycieku haseł do kont bankowych mogą być bardzo duże. Według badania opublikowanego przez niezależną firmę badawczą Javelin Strategy & Research średni koszt jednej kradzieży tożsamości w Stanach Zjednoczonych wyniósł 496 dolarów. Generuje to łączny szacowany koszt ryzyka infekcji szkodliwym oprogramowaniem w wysokości ok. 1,5 miliarda dolarów tylko w USA.

